Luke POV
Po krótkiej, ale bardzo męczącej dla mnie podróży
zatrzymaliśmy się pod moim domem. Na podjeździe stało też auto Calum'a,
więc na pewno był w domu, możliwe że razem z Ash'em. Mocno trzasnąłem drzwiami samochodu, nie byłem dość dobry w ukrywaniu emocji, a
teraz nawet nie próbowałem tego robić. Gdy wszedłem do domu od razu skierowałem się
do "naszego" pokoju.
- Co się dzieje? - rzuciłem ze złością w stronę przyjaciół. Obydwoje siedzieli na kanapie przeglądając coś w laptopach.
-
Luke... - oh, no proszę tylko nie to Calum, mów do rzeczy, wiesz że nie
lubię się tak cackać, miałem ochotę właśnie to powiedzieć, ale gdy tylko spojrzałem na niego
chyba się domyślił co ma robić. - No to mamy mały problem, George znów
powrócił. Chuj myśli, że mu ukradłeś te gówno, bo ktoś powiedział że
Cię widział. Wszystko byłoby okej, gdyby nie to, że wiedzą o Jenn a to..
znów może zaszkodzić. - ostatnie słowa wypowiedział ciszej i ze
smutkiem w oczach. Jako jedyni wtedy ze mną byli, widzieli co się ze mną działo. W tedy już znałem się z Jenny rok, myślała że jedna z moich kuzynek umarła i musiałem wyjechać na dwa miesiące z miasta by wspierać rodzinę.
- Cholera, cholera.. - podrapałem się w kark,
jesteśmy w punkcie X i nic z tym nie można zrobić.
- Koleś tak jakby rozpłynął się w
powietrzu. -
Ashton wyjrzał z nad swojego laptopa. Kochał go chyba miłością
niezniszczalną. Od zawsze lubił komputery i wszytko co się z nimi wiążę,
ale odkąd wszedł za mną w to bagno to już przerodziło się w silne
uzależnienie. Gdy nie miał go przez dłużej niż dwanaście godzin to wariował.
- A skąd nasz chłopczyk o tym wie? - Mike wyszedł zza rogu z paczką chipsów.
- Pamiętacie tą ostatnią akcję? Podczas niej zamontowałem monitoring. Dwie kamerki nadal się
trzymają i mają się bardzo dobrze. Jedna jest przy wejściu od tyłu, a
druga przy latarni, tam gdzie zawsze stawiają swoje auta myśląc, że nikt
nie wie, że takie miejsce istnieje. No ale idioci trochę się przeliczą.
- Stary
spisałeś się, jestem z ciebie dumny. Rozumiem, że mamy rejestrację tego
auta i jego twarz? - Miałem nadzieje, że odpowie mi "tak oczywiście" i
machnie tą swoją uroczą główką, ale z góry było by
to za łatwe.
- Ehh no z tym jest mały problem. Auto nieoznakowane, a facet cały czas był tyłem do kamery, wydaje mi się, że o nich wiedział. To co mogę Ci o nim powiedzieć to to, że jest mało umięśnionym blondasem.
- No tak to jasne.
Trudno, poradzimy sobie z tym. - powiedziałem stanowczo obserwując
przyjaciół, którzy siedzieli teraz na kanapie tępo się wpatrując w
wybrane punkty. - Wchodzicie w to? Znów...
- A-ale jak się nam nie
uda, po raz kolejny? - Calum wyglądał jakby zraz miał się rozpłakać, on
naprawdę lubił Chelsea, w sumie sam mnie z nią poznał.
- Uda się
słyszycie? Tym razem będzie dobrze. Musicie mi tylko pomóc, sam nie dam sobie
rady. - wtedy chłopcy jak na zawołanie kiwnęli głowami. Ulżyło mi.
-
Nie można przecież zostawiać przyjaciela w potrzebie - Mike podszedł do
mnie i mocno przytulił. On nie przytulał tak jak chłopcy czy
rodzeństwo, on był taki inny. Szczerze mówiąc w pewnym momencie naszej
znajomości myślałem, że on czuje do mnie coś więcej, ale to chyba było tylko
moje wyobrażenie. - Uwielbiam Cię - wyszeptał do mojego ucha,
szturchając mnie w bok.
- Naprawdę wam dziękuję, jeśli to się uda to będę waszym dłużnikiem do końca tego pieprzonego życia. Jutro spotkajmy się tu z całą resztą sprzętu. George gdzieś musi mieć słaby punkt... A teraz chodźmy może
pograć w kosza? Co wy na to?
- Luke, Ty już jesteś naszym dłużnikiem - zaśmiał się blondyn - możemy iść - Ash zamknął swoje "maleństwo" jak to często określał i skierował się do wyjścia, a my razem za nim.
*kolejnego dnia*
Jenny POV
-
No powieeedz mi, prooooooszę - siedziałam z zielonooką na ławce w parku, a ona
po raz kolejny zaczynała ten temat.
-
Eve, wiesz że cię uwielbiam, ale zaczynasz mnie lekko irytować. Ile razy mam ci
mówić że nic między nami nie ma, N I C nie czuję do Luke'a. - no chyba prościej nie można było tego już wytłumaczyć.
- No dobrze, ty nic
nie czujesz, ale nigdy nie pomyślałaś o tym. że być może on coś
do ciebie czuje, prawda? -
w sumie miała racje, nigdy o tym nie myślałam. Zawsze było dla mnie jasne, że
jesteśmy tylko przyjaciółmi. Znaczy wiele osób mówiło o nas jak o
parze, ale nigdy nie brałam tego do siebie. Nie myślałam o nim jak o
kandydacie na chłopaka. Był moim najlepszym przyjacielem, takim starszym bratem, który zawsze dba o swoją "małą" siostrzyczkę
- Jenny! Jesteś? Pytam Cię już chyba piąty raz! - dziewczyna popatrzyła na mnie z ciekawością w tych jej dużych oczach. Jak kiedyś zapytałam jej się czy nosi soczewki to najpierw mnie wyśmiała a potem się obraziła, ale naprawdę nie mogłam pojąć że można mieć tak duże i intensywnie zielone oczy co jeszcze podkreślały jej długie, ciemne i gęste rzęsy.
-
Emm tak jestem. Po prostu się zamyśliłam. Mogłabyś powtórzyć pytanie?
- Co innego miałam powiedzieć? Że w sumie nawet nie wiem co jest między
nami, że teraz gdy mi o tym powiedziała zaczynam się zastanawiać nad
czymś co prawdopodobnie tymczasem nawet nie istnieje?
- Czy pociąga Cię ten kolczyk? - spytała przygryzając wargę.
- Eve! - krzyknęłam - to mój przyjaciel. Nie wiem. Sądzę że jest fajny, skoro mu się podoba, to mi też.
-
Oh z pewnością. Dlatego też patrzyłaś się na swoje z nie wiadomych
przyczyn obgryzione paznokcie, zamiast mi w oczy jak odpowiadałaś. - zaśmiała się. Czułam, że się rumienie, zastanawiało mnie jak mocno to widać, moje policzki zawsze w nieodpowiednim czasie
się rumieniły.
-
Przestań, proszę. Nie przywykłam do takich pytań. -
wyjaśniłam ze spokojem, ale w środku kipiałam. Nawet nie wiem
dlaczego.W tak krótkim czasie mnie rozgryzła.
- Dobrze, a tak w ogóle trzeba zrobić coś z twoimi paznokciami. Ja rozumiem, że dość długo spałaś, ale to trzeba ogarnąć. Mam przy sobie parę rzeczy, które mogłyby coś z tym zrobić choć w małym stopniu. - dziewczyna była dość podekscytowana tym, że będzie mogła "upiększyć" moje paznokcie. Szczerze mówiąc było by to dość trudne. Obgryzałam paznokcie od ośmiu lat i nie łatwo było przestać co było wkurzające, bo już nie raz próbowałam z tym skończyć by były piękne tak jak u większości dziewczyn.
- Jasne! Lubisz to robić? - nic wcześniej nie mówiła o tym co lubiła robić, jak widziała swoją przyszłość i w ogóle.
- Czy Ty sobie ze mnie żartujesz?! - powiedziała oburzona tępo się we mnie wpatrując.
- No przepraszam, nie wiedziałam... - zaczęłam ale natychmiast mi przerwała.
- Dziewczyno, nie ma rzeczy, którą bym bardziej lubiła robić, chyba że gadanie przez telefon i czytanie. Ogólnie chcę być kosmetyczką, wizażystką, stylistą, fryzjerką i każdym kto dba o to jak wygląda człowiek. No bo co jest lepsze od upiększania? - Eve nieźle się nakręciła, w jej oczach pojawił się taki dziki blask, mocno gestykulowała rękami. Mogłam śmiało powiedzieć, że była w swoim żywiole.
- No to chodźmy. Robi mi się już zimno. - słońce niby świeciło, ale chłodny wiatr przebiegał przez moje plecy i przyprawiał o gęsią skórkę.
Po tym jak weszłyśmy do sali wszytko potoczyło się bardzo szybko. Spod swojego łóżka dziewczyna wyciągnęła średnią walizeczkę, a gdy ją otworzyła byłam w szoku. Nigdy nie widziałam takiej ilości kosmetyków i innych pierdół. Sama dużo tego miałam i lubiłam się malować, ale Eve to pobiła chyba wszystkie rekordy. Moja twarz tylko wyglądała na naturalną, w rzeczywistości tam znajdowała się duża ilość różnorodnych podkładów, pudrów i korektorów. Luke'a zawsze wkurzało to, że jestem choćby leciutko umalowana więc przynosił spryskiwacz pryskał na mnie i rozcierał to na twarzy przez co wyglądałam jak czarownica. Nie miałam więc wyboru, szłam do łazienki i zmywałam wszytko przez co byłam tak jakby "goła" a on zadowolony z siebie mówił "teraz mogę z tobą rozmawiać". Uśmiechnęłam się z myślą o tym i znów popatrzyłam na koleżankę, była tak zajęta przeszukiwaniem walizki, że na szczęście nie zauważyła, że odpłynęłam. Z tego co pamiętam to nie myślałam kiedyś tyle o nim, ale to zapewne przez tą pustkę w głowie, bo teraz moja przeszłość mi się stopniowo przypomina, a go było w niej bardzo dużo.
- To gotowa? - zaczęła coś przy nich majstrować. Nie patrzyłam się, nie lubiłam tego widoku, a nawet nie wiem dlaczego. Jak ktoś piłował paznokcie przez ciało przechodziły mi dreszcze.
- Eve.. skąd wiesz, że kogoś kochasz? - spytałam, zaskakując samą siebie.
- A to kochana jest sprawa której nie da się wyjaśnić, wiesz to i tyle. Jest człowiek i wiesz, że chodzi o niego. Sama nie wiem jak to nazwać. - dziewczyna popatrzyła się na mnie lecz szybko wróciła do moich dłoni. - a czemu pytasz?
- Nie wiem tak jakoś mi się napatoczyło i jestem ciekawa jak to jest, nigdy tak nie miałam... Chociaż nie, to była podajże szósta klasa podstawówki, był tam taki
Kacper, miał cudowne niebieskie oczy, ciemne włosy i cerę, był wysoki i
chudy, w podstawówce nigdy nie wyznałam mu mojego "uczucia" jeśli tak to
można nazwać w wieku trzynastu lat, ale wiem, że to było coś więcej.
Jak szłam do nowej szkoły chodziłam smutna " Idiotko, trzeba było działać, nigdy go już nie zobaczysz, straciłaś swoją szansę", potem
trafiłam z nim do jednej klasy w gimnazjum, wyobraź sobie moje
szczęście w tamtej chwili. Zbliżała się wycieczka do Londynu, więc
postanowiłam tam z nim pogadać, ale jednak nic do mnie nie czuł, no
cóż...
- Oj jestem pewna, że kiedyś się jeszcze zakochasz. Czasami nawet człowiek o tym nie wie. - uśmiechnęła się do mnie słabo. Nie chciałam zaczynać znów o tym, że nic do niego nie czuje, bo przecież wiedziałam dobrze o kim mówi.
- Aaa, nie wiem. Ej.. a jak na przykład masz dobrego przyjaciela czym on się różni od chłopaka? - ciekawość mnie przerosła, musiałam wiedzieć.
- O tego to ja ci nie powiem, nigdy nie miałam przyjaciela. Pamiętam, że zawsze marzyłam o takim przystojnym przyjacielu geju. - roześmiałyśmy się - a tak serio to o co chodzi?
- No bo czym to się różni? Tym, że po prostu inaczej cię przedstawi? Będzie mógł pocałować? No nie rozumiem tego. - starałam się mówić anonimowo, ale ona i tak pewnie wiedziała o co mi chodzi.
- Nie wiem, chyba tylko o to chodzi. Może jeszcze to, że łączy was.. przepraszam ICH, prawdziwa miłość - Właśnie mi to wybitnie powiedziała. Już trudno, ufam jej. - Luke? -zapytała po chwili ciszy.
- Tak. Ja.. nie wiem co się dzieje, wszytko się zmieniło.
- Oh no skarbie, spokojnie. Będzie okej, wygląda na porządnego faceta. No i nie ma ukrywać faktu że jest zabójczo przystojny. - mrugnęła do mnie - skończone! Jak ci się podoba?
- Jest świetnie! Naprawdę bardzo, bardzo dziękuję - popatrzyłam na swoje dłonie. Skórki były chyba wycięte, a paznokcie optycznie wydawały się dłuższe i węższe. Były koloru matowego kremu, a na serdecznych były małe wzroki które dopełniały wszytko. W szoku, że stworzyła coś z niczego, rzuciłam jej się na szyje dziękując - Boże, jeśli ty nie zostaniesz kosmetyczką czy kim tam chciałaś to osobiście ci coś zrobię. Jesteś do tego wprost stworzona, ludzie po szkołach nie umieją czasami zrobić takich rzeczy.
- Bez przesady maleńka. To kwestia wprawy, no i oczywiście musisz to lubić.
- No nie wiem. Ej, kiedy obiad będzie? Głodna jestem. - już mnie lekko ssało. Nie jadłam dziś śniadania, bo były tylko jakieś płatki których nie lubię, a wtedy nie byłam jeszcze głodna.
- Nie wiem, chyba za jakieś pół godziny nam powinni przynieść, a jak chcesz możemy iść na stołówkę co ty na to? Byłaś tam już?
- Nie, ale z przyjemnością bym poszła. Jestem tu świadomie dopiero od sześciu dni, więc oprócz tego piętra i parku nie za bardzo ogarniam szpital. - powiedziałam zgodnie z prawdą i wstałam. - No to chodźmy.
Przechodziliśmy przez korytarze szpitala, nie wiedziałam że jest aż tak duży. Po drodze widziałam kapliczkę, jakąś sale zabaw dla dzieci, co mnie wzruszyło, bo w środku siedziała dziewczynka pewnie chora na białaczkę i już po hemio-terapi, ponieważ nie miała włosów. W końcu dotarliśmy do stołówki, była zbliżona wielkością do takiej szkolnej, ale różniła się kolosalnie. Jej ściany były białe, tak jak podłoga, jedyne co dawało kontrast temu pomieszczeniu to były brązowe stoliki i szafki. Była naprawdę piękna, właśnie ten szpital zmienił moje zdanie. Wszytko tu było czyste i bardzo zadbane, pracownicy uśmiechali się i rozmawiali z pacjentami. Stanęłam w króciutkiej kolejce do okienka za Eve. Gdy wzięłyśmy nasz posiłek usiadłyśmy do jednego z wielu pustych stolików zaczynając jedzenie. Podobało mi się to, że talerze miały kolor pistacjowy co idealnie zgrywało się z pomieszczeniem.
- I jak ci się podoba? Nieźle co? - dziewczyna spojrzała w moją stronę.
- No szczerze mówiąc wow. Śliczny szpital, większość hoteli nie ma takich luksusów, a co dopiero szpitale. To dziwne. - zastanawiało mnie to czemu tu tak było.
- A to moja kochana jest kwestia tego, że to szpital prywatny. Znaczy mieszkańcy tego miasta mają go można powiedzieć, że za darmo, ale to zdecydowana mniejszość tutaj. Są tu najlepsi lekarze z całego kraju, najnowocześniejsze maszyny czy inne pierdoły. Odlot. - zaśmiała się brunetka patrząc w talerz, ale po chwili jej wzrok utkwił w czymś innym, a raczej kimś, zresztą nie dziwię się jej, przystojny.
- Tak.. - powiedziałam i spojrzałam na chłopaka zbliżającego się do naszego stolika.
- Umm hej, jestem Harry mógłbym się do was dosiąść? - powiedział głębokim głosem uśmiechając się cudownie.
- Tak pewnie - Eve zapanował nad sytuacją widząc, że mnie totalnie zatkało. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Ten głos zelektryzował mnie, ja go znałam.
- Co powiecie dziewczyny? - nastała krótka cisza, ona czekała aż ja coś powiem, a ja aż ona.
- Oh, jestem Eve, a to Jenny. Przepraszam za nią jest.. dość nieśmiała. Miło NAM cię poznać - powiedziała z wielkim uśmiechem na twarzy głośniej mówiąc "nam" bym się ogarnęła.
- Tak, tak miło.. - wydusiłam z siebie. Nagle odechciało mi się jeść, choć prawie nic nie ruszyłam. Byłam na maksa skupiona na tym gdzie już słyszałam ten głos. Przeczesywałam każdy element mojego życia, by się tego dowiedzieć, ale dosłownie nic mi nie świtało.
- Co tutaj sprowadza tak piękne dziewczyny? Choroba, praca, szkoła?
- Niestety choroba. Miałam wypadek, a Jen... ona tak jakby też - wtedy przypomniało mi się, że jeszcze nie rozmawiałam z nią o tym jak się tu znalazła.
- Aha rozumiem.. chyba. - brunet uśmiechnął się słodko. Jego dołeczki były tak piękne, że się rozpływałam. Pewnie wyszłam na idiotkę. Nawinęłam na widelec trochę makaronu ukrywając uśmiech wchodzący mi na twarz. Był dosłownie idealny.
- A ty co tu robisz? - zapytałam gdy poczułam się już trochę pewniej. Chciałam wyciągnąć od niego informacje, które mogłyby mi pomóc przypomnieć sobie skąd go znam.
- Moja babcia tu kiedyś była pacjętką. Teraz mam praktyki więc jakoś postarałem się, by mnie przyjęli. Ten szpital to spełnienie moich marzeń. Chciałbym, żeby kiedyś mnie tu wzięli już jako lekarza.
- Wow, ambitne, powodzenia ci życzę.- chłopak mówił o swoich planach na przyszłość a ja byłam skupiona tylko na tym że jest niesamowity.
- Jej Jenny widzę, że już zjadłaś, idziemy? - Eve spytała, gdy pewnie już za długo wbijałam wzrok w chłopaka. No ale te jego oczy, one były hipnotyzujące a loki...nie będę nawet mówiła.
Awww...
- T-tak, oczywiście. - zgodziłam się z nią odrywając wzrok od chłopaka. Lekko się zaczerwienił i spuścił oczy.
Oh, mogłabym w nich tonąć.
Pożegnałyśmy się z Harry'm i wróciłyśmy do pokoju, pomijam fakt iż zdążyłam wleźć w ścianę po drodze.
- Hej! Co Ci się dzieje? - moja współlokatorka zaczęła mi klaskać przed twarzą co chyba miało mnie "wybudzić" dziko uśmiechając się. - No no, co my tu mamy, czyżby słodki Harry wpadł ci w oko? - wiedziałam, że już nie odpuści tego tematu więc wolałam jej nie przeszkadzać. - No wiesz jest mega słodki, ale tak jakoś dziwnie na niego patrzyłaś. Tak jakbyś jednocześnie napawała się jego wyglądem, ale się go bała. Czy ja o czymś nie wiem?
- Oh no wiesz.. ja go znam, tak jakby... Już go gdzieś widziałam - przewróciłam oczami. Boże nie dawał mi teraz spokoju.
- Ej ej ej.. co? Jak to?! - wydarła się.
- No proszę bądź cicho. A jak tu będzie przechodził czy coś? - przestraszyłam się. Teraz trzeba się pilnować, nie chciałabym by usłyszał coś czego nie powinien. Naprawdę chciałam tego uniknąć.
- Okej. No ale podoba ci się tak? Prawda? Mam racje? - chyba za bardzo się podnieciła. Musiałam ją uspokoić.
- Biorąc pod uwagę to, jak wygląda, no to bardzo. Komu by się nie podobał? - powiedziałam zgodnie z prawdą, po prostu nie mogłam sobie wyobrazić jak ktoś mógłby powiedzieć "Nie jest ani trochę przystojny".
- Aww wspaniale. Weź jeszcze sobie wyobraź go sobie w kitlu.. jako lekarz. Mogłabym umrzeć.
- Eve, wszytko okej? Tak no w sumie, zgadzam się.
- Może jak go spotkamy to poprosimy by się nami zaopiekował? No wiesz.. skoro jest praktykantem... Czemu by nie skorzystać? - Jezu gdzie ta dziewczyna ma granice, jest nienormalna.
- Tak tak to świetny pomysł - powiedziałam sarkastycznie, wywracając oczami, czego ona na szczęście nie zauważyła. - Idę chyba spać, jestem zmęczona. Obudź mnie na kolacje. - wymruczałam układając się na łóżku. Widziałam jeszcze jak Eve grzebała w walizce, a potem już tylko odpłynęłam.
________________________________________________________
Ehh no to tak, miałam super wizje, na początku miałam mega wenę a potem stopniowo się gdzieś gubiła. Nie wyszedł taki jaki chciałam ale można powiedzieć że go akceptuje. Sądzę że powoli będziemy wkraczać w akcje bo lubię jak coś się dzieje. A co do systematyczności to nie jestem w tym WCALE dobra więc przepraszam. A jak wam się podoba wątek z Harry'm? Jakoś wyobraziłam sobie go w kitlu i musiał być. No to miłego czytania (mam nadzieje) i proszę o szczerą opinie. To jak mówią chyba wszyscy "BARDZO MOTYWUJE" - Julka xx
Mi jako autorce rozdział się nawet podoba, ale ocena należy do Was. Bardzo przepraszam, że przestawiłyśmy datę, ale nie miałyśmy
dostępu do laptopa. Postaramy
się dodawać rozdziały częściej i zadbamy o to by były ciekawsze. - Ola x